– Strach ma wielkie oczy – powiedziała Marysia, po czym zaczęła nerwowo pocierać nos. – Nie powinno się patrzeć w te jego oczy, bo może na zawsze w tobie zamieszkać.

– Zamieszkać? Przecież to niemożliwe! – odpowiedział z kpiną w głosie Tymek. – Strach nie istnieje. A skoro coś co nie istnieje nie może w tobie zamieszkać.

– Nieprawda! – krzyknęła Marysia. – Mama mówiła do Pani Feli, że w cioci Elizie jest strach. Wielki strach. Dlatego nie wychodzi z domu. I nie odbiera nawet telefonu. Chyba ma za dużo obowiązków z tym strachem… musi go ciągle gościć. Ciekawe ile taki strach może zjeść? No bo jak my mamy gości to mama zawsze kupuje dużo jedzenia i łakoci. Więc pewnie ciocia Eliza musi go często karmić skoro jest wielki.

– Głupia jesteś – powiedział Tymek machając przy tym ręką.

– Wszystko powiem maaaamieee!!! – krzyknęła Marysia i pobiegła do kuchni z nadzieją, że znajdzie tam mamę.



Mamy nie było. Był za to kot, który na widok Marysi wstał, przeciągnął się, zrobił kilka kółek wokół własnej osi i położył się dokładnie w tej samej pozycji, w której leżał przed chwilą. Marysia podeszła do kota, pogłaskała go i powiedziała cicho:

– A czy ty kocie wierzysz w strach?

Kot zmrużył oczy i bardzo cicho odrzekł

– Czy wierzę? A w co tu wierzyć? Strach to strach.

Marysia odchrząknęła i niepewnie odezwała się

– To koty mówią?

– Nie wiem, ja mówię. Z innymi kotami miauczę, nie mam potrzeby do nich mówić. Ale z Tobą chyba nie pomiauczę? Więc mówię.

– No tak, ja nie potrafię miauczeć – przyznała Marysia. – Ale obawiam się, że inne koty nie mówią. Więc Ty chyba jesteś jakiś… hmmm… inny.

– Możliwe. Ale czy to ma jakieś znaczenie?

– Właściwie to nie. I nawet cieszę się, że mówisz. Będę mogła z Tobą porozmawiać, gdy rodziców nie ma w domu. Bo z Tymkiem to nie można rozmawiać. On nic nie rozumie i ciągle się ze mną kłóci. Tak jak dziś. Mówi, że strach nie istnieje i nie może w nikim zamieszkać.

– Mrrrr… – odparł kot.

– Co mrrrr??? – zapytała Marysia.

– Mrrrr… po prostu mrrr. A co do tego strachu, to istnieje, owszem. Tylko trochę inaczej wygląda u ludzi, a inaczej u kotów. W kotach strach na pewno nie mieszka, zapewniam Cię.

– Nieee??? A w ludziach?

– Taaak, zdarza się że w ludziach mieszka.

– A dlaczego w kotach nie?

– Bo widzisz, żeby taki strach chciał w kimś zamieszkać, to musi mu tam być miło. Czy Ty chciałabyś mieszkać gdzieś, gdzie nie jest miło i przytulnie?

– Nieeee – odparła Marysia – I jeszcze bym nie chciała mieszkać gdzieś gdzie jest zimno.

– No właśnie – powiedział kot – Taki strach musi się gdzieś dobrze poczuć. Musi być tam miło, ciepło i dobrze. A koty nie mają takich warunków w sobie.

– Nieee??? Przecież koty to najmilsze zwierzęta! I takie cieplutkie i puszyste.

– Mooooże – wymruczał kot – ale dla strachów nie jesteśmy zbyt przyjaznymi stworzeniami. Bo my się boimy krótko. Gdy się coś dzieje – na przykład zajdzie nam drogę wielki pies, który szczerzy na nas kły – wtedy się boimy. Więc szybko uciekamy. I przestajemy się bać. Albo gdy ktoś nas przepędza miotłą – wtedy też się boimy. I to jak się boimy! Ale szybko uciekamy. I przestajemy się bać. A Wy ludzie… Wy ludzie to zupełnie inna sprawa. Wy się ciągle czegoś boicie. Nawet jak nie ma obok ani psa szczerzącego kły, ani nawet wściekłego właściciela straganu rybnego z miotłą. Wy sobie siedzicie w ciepłym fotelu, popijacie herbatę i się boicie. Gdybym był strachem sam chętnie rozsiadłbym się w fotelu obok i z Wami zamieszkał. U was jest tak miło i przytulnie. I zawsze jest miejsce na strach. I dla strachu zawsze znajdujecie czas. Mówicie o nim często i dbacie, by zawsze było się o co bać. Nawet, gdy jest cicho i przyjemnie. Kot w takim momencie śpi spokojnie, ewentualnie mruczy sobie pod nosem i nie ma czasu na strach. Po co więc strach miałby chcieć w kocie zamieszkać?

– Tak, to prawda. Mama często mówi, że obawia się co będzie jutro albo kiedyś, albo martwi się o nas. I jest przy tym taka miła. I troszczy się o wszystkich zawsze. Tak – na pewno jest wprost wymarzonym domem dla strachu.

Iza Mazurek – Turska

%d bloggers like this: