Perfekcjonizm jest największym wrogiem działania, no może zaraz po lenistwie i strachu przed oceną. Dla mnie był długo przeszkodą, która bardzo mnie hamowała. Aż pewnego dnia rano, przed lustrem mnie olśniło! Nie wszystko, co robię, muszę robić perfekcyjnie! Lepiej uczyć się na błędach, a niedoskonałości poprawiać, do skutku niż czekać na ten moment, kiedy wszystko będzie super. Szczególnie, że ten moment może nie nadejść nigdy, albo nadejść za późno. A wszystko dzięki temu, że poszłam na kurs makijażu…


Ile razy miałaś pomysł i aż się paliłaś do jego realizacji? Już, już się wyrywałaś… Mogłaś przenosić góry, pracować po nocach, bo takie to było fajne, ale… zaraz dopadły Cię te ciemne chmury z których gdzieś nad głową słyszałaś głos: nie, nie, jeszcze tego nie rób, jeszcze nie pokazuj nikomu, jeszcze za wcześnie, bo nie umiesz, nie masz doświadczenia, nie zawsze Ci wychodzi, nie potrafisz…


Perfekcjonizm – Twój wróg

Budził się w Tobie perfekcjonista, dla którego ciągle nie byłaś gotowa i nic, co robisz, nie było na tyle dobre, by pozwolić Ci działać. Znasz to? Wielogodzinne doskonalenie umiejętności, tygodnie i miesiące spędzone na dopracowywaniu swojego działa (strony internetowej, bloga, pierwszej kolekcji produktów, pomysłu na biznes, wyuczonej rozmowy o pracę itd.).

Ja też tak miałam. Nauczono mnie w dzieciństwie, że muszę być dobra, że wszystko, co robię ma być perfekcyjne. Niby dobrze – staranność, dbałość o szczegóły – solidna firma. Tyle, że nie nauczono, że dążąc do tego można i trzeba się potykać i nie jest to wstyd, nie jest to powód, by nie wychodzić ze swoim działaniem “do ludzi”. Wiedziałam, że do doskonałości dochodzi się z czasem, że to wymaga ciężkiej pracy, niezliczonej ilości starań, powtórzeń, potknięć. Nie widziałam jednak, że nie muszę całej tej drogi pokonywać sama i “przed”, że mogę zacząć od jakiegoś niższego standardu działania, który będę podwyższać już “w trakcie”.

Wiele osób wokół mnie robiło różne świetne rzeczy. Wylatywali z gniazda pomysłu i biegli do przodu, czasem jak szaleni!. Niewiele jeszcze wiedzieli, jeszcze mniej umieli, ale uczyli się gdzieś tam w locie i wykorzystując ten swój pierwszy zapał, który jest tak kreatywny i daje tyle siły, osiągali szczyty. Jakieś tam niedoskonałości po drodze łatali szybko i sprawnie. Wielu nikt nawet nie zauważył, a oni osiągali swój szczyt. Ja ciągle “dopieszczałam” swoje plany, jeszcze to musiałam dodać, tamto ulepszyć, tego się nauczyć, jeszcze “nie byłam gotowa”. To też pewnie znacie?


Kurs makijażu

Olśnienie przyszło dość nagle. No dobrze, coś już przeczuwałam, wiedziałam, że perfekcjonizm mnie zjada, że nie tędy droga i takie tam. Ciągle jednak siedział on we mnie głęboko i marudził przy każdej okazji.

Jako mama “wychodząca z domu” po kilku latach opiekowania się dziećmi poszłam na kurs szybkiego makijażu. Było miło, wyniosłam z niego garść bardzo praktycznych umiejętności i jak się chwilę później okazało – coś jeszcze…


… gumkę do mazania

Wcześniej żyłam (w jakże błędnym i ograniczającym mnie) przekonaniu, że malując choćby oczy trzeba zrobić to perfekcyjnie, tak od razu. Rysujesz kreskę idealną, albo nie rysujesz żadnej. Ja – jak się pewnie domyślasz – nie rysowałam. A tu się okazało, że nawet wizażystka tak nie robi, a przynajmniej robić nie musi. Że po to są gąbeczki z płynem do zmywania, by ich używać! Zmazywać, poprawiać i tyle. I tyle!!!??? Rozumiecie? Rysować, zmazywać, poprawiać… Proste!

Oczywiście nie od razu przełożyłam sobie tę widzę na życie. To naprawdę przyszło jakiś czas potem, całkiem niedawno przed lustrem, podczas porannego malowania. Teraz codziennie rano używając gąbeczki wyganiam z siebie tego wrednego perfekcjonistę!

Czego i Wam szczerze życzę!

P.S.

Teraz tłumaczę to mojemu synowi, który chodzi do pierwszej klasy i codziennie zmaga się z pisaniem literek, rysowaniem szlaczków. Denerwuje się, jak mu nie wychodzą, nie są idealne, buntuje się, że skoro nie umie, nie będzie ich robił. Mówię mu więc – Nie muszą być idealne, zanim takie będą musisz napisać ich wiele, to normalne, tak jest, pisz, JEST DOBRZE, idź do przodu…

Dorota Skublicka – Michalska

%d bloggers like this: