Przeciwnie, ciągnął Tweedledee, jeżeli tak było, to mogło być; a gdyby tak było, to mogłoby być; ale, że tak nie jest, to nie jest. To jest logika.

Lewis Carroll

Alicja po drugiej stronie lustra


Sms w niedzielę po południu o treści „musimy koniecznie porozmawiać” brzmi jak zapowiedź kłopotów. Biję się z myślami. Z jednej strony chcę oddzwonić, w końcu to koleżanka, w potrzebie. Druga część mnie mówi, że może jednak nie dziś. W końcu to niedziela, prawie wieczór, jakaś komedia w telwizji, lampka wina na pożegnanie weekendu…

Nie powiem Wam, która część mnie zwyciężyła. W każdym razie czułam, że będzie emocjonująco. Potwierdził to głos w słuchawce, gdy w końcu oddzwoniłam.


Zapytają, prawda?

– Jak ja im to wytłumaczę?!

– Nie wiem, Anka, naprawdę.

– No, ale pomóż!

– No, ale powiedz o co chodzi.

– O szczerość.

– Czyli?

– Zwalniam się. Zwalniam się i idę na rozmowę do nowej firmy. Do nowej firmy, w której wiem, wiem to na pewno, zapytają dlaczego zwalniam się po zaledwie 5 miesiącach pracy?! Dopiero co wróciłam z urlopu macierzyńskiego, chwilę  popracowałam i odchodzę… No najgorzej! Zapytają, prawda?

– No tak, zapytają. Na pewno zapytają. – Odpowiedziałam z powagą HR-owca z 10-letnim doświadczeniem, rekruterki, co to niejedną historię o kataklizmach, braku perspektyw, niezrównoważonych prezesach i niespełnionych potrzebach rozwoju słyszała. – Tak, zapytają… I co zamierzasz powiedzieć?

– Iza! Ja po to dzwonię do Ciebie! Ty mi powiedz, co ja powiem.

– No to prawdę. Prawdę powiedz.

 


Koniec historii

W tym momencie kończy się historia Anki. A w zasadzie zaczyna. Ania czeka na odpowiedź, ponieważ na rozmowie była wczoraj. Ale tak. Powiedziała prawdę. Nie, nie tak od razu, nie prosto z mostu, że nienawidzi tego babska. Tak tego nie ujęła. Nie wspomniała też o tym, że na dźwięk maila wpadającego do outlook’owej skrzynki robi jej się gorąco i zimno zarazem. Nie dodała, że gdy ostatnio przeliczyła, w okolicach południa był to dwudziesty email od niej. Nie dodała, że większość z nich było osobną instrukcją do wykonania jednego z 8 zadań na ten dzień (1 zadnie na 1 godzinę). Nie, tego nie powiedziała.


Najgorsze z pytań

Kiedy padło to pytanie. Pytanie, którego większość kandydatów z zawiłościami w cv boi się jak ognia: „Dlaczego zmienia Pan/Pani pracę po tak krótkim czasie?”, moja koleżanka odpowiedziała nad wyraz spokojnie, z uśmiechem joginki medytującej od 20 lat:

– Zdaję sobie sprawę, że jest to dość szybka zmiana. Jednak jest ona dobrze przemyślana i jestem przekonana, że jest korzystna zarówno dla mnie, jak i dla firmy. Jestem specjalistką z 8-letnim doświadczeniem. Realizowałam projekty dla wielu międzynarodowych firm. Bardzo często była to praca zdalna. Wiązało się to ze współpracą z ludźmi na całym świecie, z odpowiedzialnością za zadania, czas, ustalanie priorytetów. Moje projekty zawsze kończyłam w terminie i nigdy nie otrzymywałam skarg na ich jakość. Idąc do firmy X czułam, że to kolejny krok w mojej karierze, że będę mogła się tam wielu nowych rzeczy nauczyć. Trafiłam do bardzo prestiżowego projektu i do doskonałego zespołu ekspertów. Jednakże bardzo szybko okazało się, że potencjał tego zespołu nie jest wykorzystywany ze względu na styl zarządzania naszej bezpośredniej przełożonej. Opierał się on na codziennym kontrolowaniu każdej naszej czynności. Zadania były rozpisywane w najmniejszych szczegółach wraz z bardzo drobiazgową instrukcją wykonania.

Potem było o standardach, do których przywykła, o zaufaniu jakim zawsze się cieszyła w poprzednich firmach. O samodzielności, za którą była zawsze ceniona i której nie chciała tracić. O próbach rozwiązania sytuacji, analizie i ostatecznie decyzji o odejściu z wymarzonej firmy. O uczciwości wobec kolegów z zespołu, których za kilka miesięcy zostawiłaby z wieloma zadaniami niedokończonymi oraz uczciwości wobec samej siebie – czy to jest miejsce, w którym będę chciała być za rok?


Epilog

Jaki morał z tej historii? W zasadzie dowiemy się w ciągu dwóch tygodni (gdy Anka otrzyma odpowiedź z firmy, w której miała rozmowę).

Jednak jako HR-owiec z niemałym już bagażem doświadczeń powiem Wam, że mnie to przekonuje. Prawda. Główną zaletą prawdy jest to, że jest prawdziwa. Że nawet, jeśli opakowana w ładne słowa (co oczywiste w sytuacji rozmowy kwalifikacyjnej), nawet jeśli bez pikantnych szczegółów (szefowa z piekła rodem), to nadal spójna. Nadal wszystkie elementy opowiadania po prostu do siebie pasują. Głos brzmi inaczej, gdy mówimy prawdę. Patrzymy inaczej, gdy mówimy prawdę. Bo w prawdę po prostu wierzymy. No i ostatecznie, to przecież bardzo ludzkie – że coś nam się w pracy nie podoba. Że czasem po prostu trafiamy tam, gdzie nie pasujemy. Że czasem nas coś zwyczajnie nudzi. Irytuje. Demotywuje czy frustruje. To naprawdę wcale nie jest gorsza wersja niż kolejna historia o braku perspektyw rozwoju – szczególnie po pięciu miesiącach. ;-)

Iza Mazurek – Turska

%d bloggers like this: